środa, 4 września 2024

RECENZJA KOMIKSU: Batman #147

 


Czas Chipa Zdarsky'ego jako scenarzysty serii komiksów Batman charakteryzuje się odważnymi decyzjami narracyjnymi, głęboką introspekcją postaci oraz gotowością do kwestionowania podstawowych elementów mitologii Batmana co czasami potrafi podzielić fanów gdzie możemy usłyszeć głosy pragnące odejścia Zdarsky'ego. W "Batman #147" Zdarsky kontynuuje ten trend, dostarczając w mojej ocenie fascynujący rozdział w ramach sagi "Dark Prisons", która powraca po krótkiej przerwie na fatalny trzy zeszytowy Joker Year One. To w tej historii autor popycha przedewszystkim Bruce'a Wayne'a ale i też otaczające go postaci w nowe, nieodkryte dotąd obszary. Ten zeszyt jest jednym z najważniejszych momentów w dotychczasowej pracy Zdarsky'ego nad Batmanem, nie tylko rozwijając historię, ale również zagłębiając się w psychologiczne i emocjonalne złożoności swoich bohaterów, szczególnie w napiętych relacjach między Bruce'em Wayne'em, Batmanem z Zur-en-Arrh, a Damianem Wayne'em.

Kulminacja konfliktu z Zur-en-Arrh

Centralnym punktem "Batman #147" jest intensywna konfrontacja między Damianem Wayne'em a Batmanem z Zur-en-Arrh. Ten konflikt, który narastał przez kilka numerów, wreszcie osiąga punkt kulminacyjny, a Zdarsky zręcznie prowadzi napięcie i emocjonalne stawki. Damian, zwiedziony przez przekonanie, że Failsafe to Bruce, dochodzi do szokującego odkrycia, że prawdziwym mózgiem stojącym za chaosem nie jest jego ojciec, ale złowroga osobowość Zur-en-Arrh. To objawienie wprawia Damiana w stan gniewu, co prowadzi do fizycznej i ideologicznej konfrontacji z Zur.

Decyzja Zdarsky'ego, by rozwiązać ten wątek w ciągu trzech numerów (Nie liczymy przerwy na joker year one), zasługuje na pochwałę. Przeciąganie tej sytuacji Damiana mogłoby grozić a w moim odczuciu wręcz groziło osłabieniem zaangażowania czytelników, ale dzięki bezpośredniemu rozwiązaniu tego problemu, narracja utrzymuje swoje tempo. Konfrontacja Damiana z Zur nie jest tylko walką na pięści, ale także walką o duszę tego, czym jest Batman. Upór Zura, by nazywać Damiana „synem” i twierdzić, że jest jego ojcem „we wszystkich istotnych aspektach”, wprowadza przerażającą warstwę zaborczości do postaci Zura. To Batman, który stara się kontrolować każdy aspekt życia Bruce'a Wayne'a, w tym jego najbliższe relacje. Pisanie Zdarsky'ego w tym miejscu jest szczególnie skuteczne w ukazaniu pragnienia Zura, by przejąć człowieczeństwo Bruce'a, co dodatkowo odróżnia Zura od bycia tylko "złym Batmanem".

Wprowadzenie Robina z Zur-en-Arrh to kolejny kluczowy element tego numeru. Już od dłuższego czasu mogliśmy zobaczyć tajemniczy strój Robina w bat-jaskini, który w końcu zostaje w pełni pokazany tutaj. Gdy Damian zwraca się przeciwko niemu, Zur aktywuje własnego Robina, stworzonego przez siebie. Postać ta pozostaje w dużej mierze tajemnicza, jednak wydaje się być androidem przypominającym człowieka, z wyglądem, który jest połączeniem wszystkich czterech Robinów. To otwiera nowe pytania o to, dlaczego Zur uważa, że Batman potrzebuje Robina. Z jednego strony szkoda ,że mamy tylko jeden duży panel z nim ale z drugiej strony buduje to napięcie i niepewność co bedzie się działo dalej.

Powrót Bruce'a Wayne'a

Największym wydarzeniem tego numeru jest jednak powrót Bruce'a Wayne'a. Decyzja Zdarsky'ego, by uczynić Batmana z Zur-en-Arrh głównym antagonistą swojej sagi i pozwolić mu wpływać na myśli i działania Bruce'a, była znaczącym ryzykiem. Ryzykiem, które wymagało celowego pisania Bruce'a w sposób stopniowo odbiegający od jego typowej charakterystyki, gdy jego umysł był powoli korumpowany przez wpływ Zur-en-Arrh. W pewnym sensie, historia Failsafe pokazuje ,że była początkiem tego do czego Zur dążył i jak może on wpływać na umysł Bruce'a, który funkcjonuje nie zdając sobie nawet z tego sprawy.

Pod koniec numeru jest wspaniały kontrast, który doskonale ilustruje różnicę między Zur a Bruce'em. Gdy Damian zwraca się przeciwko niemu, Zur deklaruje, że „raz za razem okazuje się, że Batman może polegać tylko na sobie”. Tymczasem Bruce, który ukrywa się w domku rodzinnym Wayne'ów, z uśmiechem wita Tima Drake'a na progu. Przybycie Tima jest zapowiedziane we wcześniejszym flashbacku, w którym Bruce trenuje go w strzelaniu z łuku w tym samym domku, ustanawiając to miejsce jako punkt łączący te postacie.
To wspaniały retrospekcyjny moment, który przypomina mi te wczesne historię Bruce'a i Tima z lat 90. autorstwa Alana Granta i Chucka Dixona. Opowieści te prawdopodobnie najlepiej przedstawiają Batmana jako mentora w nowoczesnych komiksach. Zapewnia to kolejny kontrast między Bruce'em a Zur. Zur potrzebuje pełnej kontroli i natychmiast zastępuje Damiana sztucznym Robinem własnej produkcji. Bruce z kolei jest pokazany jako mentor, trener i osoba wspierająca młodego Tima (który wówczas miałby mniej więcej tyle lat, co Damian).

W tym momencie muszę napisać jedną rzecz ,która rzuca się strasznie w oczy, mianowicie od początku przejęcia Batmana, Zdarsky zdawał się pokazywać ,że to Tim jest jego ulubionym robinem. Po tym numerze nie mam co do tego wątpliwości i z jednej strony potrafię to zrozumieć ale z drugiej w tym numerze jest to zbyt oczywiste.

Kulminacją sekwencji Tima i Bruce’a w drewnianym domku rodzinnym w czasach współczesnych jest zamykająca rozmowa między Bruce'em a Timem. Świetnie jest zobaczyć Bruce'a wolnego od wpływu Zura. Widzącego jasno i będącego w stanie rozróżnić, które myśli były jego, a które były Zura. To teraz dostrzega, jak Zur zasiał strach w jego umyśle, jak sprawił, że odwrócił się od swojej rodziny i popchnął go w tak mroczny stan. Bruce deklaruje, że Zur nigdy nie zrozumiał, że jego rodzina jest jego siłą, że nie może tego robić sam, i co najważniejsze, że nie chce tego robić sam.
Tim również ma swoje momenty. Kiedy pojawia się w drzwiach, przynosi ze sobą jedzenie, wiedząc, że Bruce prawdopodobnie zaniedbuje własne potrzeby. Po wejściu do domku myje naczynia. Tim, bardziej niż którykolwiek z Robinów, naprawdę uosabia aspekt „wiernego giermka”. Wypowiada także kilka wspaniałych kwestii, które przypominają zakończenie Gotham War przez Nightwinga, o tym, że wszyscy w rodzinie wybrali to życie. Bruce może się o nich martwić, ale wszyscy umierają. Liczy się to, jak żyjemy. W numerze jest rysowana równoległość między Timem w teraźniejszości a wcześniejszym retrospektywnym momentem z Flashem Barrym Allenem. Na początku numeru Bruce odwiedza Secret Sanctuary (pierwotną siedzibę JLA), aby zdobyć coś (jeszcze nie wiemy co) jako część swojego planu pokonania Zura. Retrospekcja przedstawia Barry’ego przypominającego młodemu Batmanowi, by pozwolił swoim przyjaciołom mu pomagać. Że bohaterowie pomagają innym, a to obejmuje także pomaganie sobie nawzajem. Coś, co Tim powtarza prawie słowo w słowo w teraźniejszości. Numer kończy się promykiem nadziei, gdy Bruce zakłada swój nowy (i całkowicie zwariowany) kostium Batmana, deklarując „Potrzebuję mojej rodziny. Czas zlikwidować tego potwora.” To świetne zakończenie, które sprawia, że jestem podekscytowany, aby zobaczyć, jak Bruce i Tim ratują Damiana i wreszcie zemszczą się na Zur-en-Arrh. Niestety dla naszych bohaterów, wątpię, by było to takie proste.

Inne ważne elementy

Vandal Savage zostaje oficjalnie mianowany Komisarzem Policji. Wygląda na to, że fabuła zmierza do konfrontacji między Zurem a Savage'em oraz Burmistrzem Nakano. Co jest zrozumiałe patrząc na to ,że Vandal powinien być w więzieniu a nie piastować publiczną funkcję jeszcze w dodatku takiej rangi.

Zgodnie z moimi przewidywaniami, androidy AMAZO to ciała Zur-en-Arrh z multiwersum. Na podstawie zapowiedzi "Absolute Power" wydaje się, że staną się one Task Force VII – zastępczą Ligą Sprawiedliwości, którą będą kontrolować Amanda Waller (w tym numerze spotyka się z Zurem) i Zur osobiście, po tym, jak użyją Królowej Brainiac do kradzieży mocy meta człowieka i prze transferują je do AMAZO.

Uwielbiam, jak Zur-en-Arrh jest tak arogancki, że nie uważa Bruce'a Wayne'a za zagrożenie. Wspomnienie tego przez Captio stanowi zabawną chwilę, w której widzimy, jak ktoś delikatnie wbija szpilkę Zur, wywołując u niego drobną irytację.

Dodatkowy wątek skupia się na Danielu Captio i Riddlerze. Ciekawie zobaczyć, jak dwóch geniuszy egomaniaków wymienia się ciosami krzycząc na temat tego, jak obsesyjnie są skoncentrowani na Batmanie. To świetna psychologia złoczyńców w najlepszym wydaniu. Dodatkowy wątek kończy się pokazaniem przez Captio Riddlerowi złowrogo wyglądającej maszyny, która wydaje się być sposobem, w jaki Captio może zmieniać i modyfikować umysły więźniów Blackgate.

Podsumowanie

"Batman #147" to kolejny dowód na to, że Chip Zdarsky ma pełne zrozumienie zarówno postaci Batmana, jak i złożoności, jakie niosą ze sobą różne wersje jego osobowości. Zdarsky nie boi się pójść tam, gdzie inni scenarzyści mogliby się wahać, i wynagradza to czytelnikom bogatą, wielowarstwową historią, która bada fundamentalne pytania dotyczące tożsamości, dziedzictwa i roli rodziny w życiu Batmana. Poprzez kontrastowanie Bruce'a Wayne'a z jego alter ego Zur-en-Arrh, Zdarsky oferuje świeże spojrzenie na to, co naprawdę czyni Batmana jedną z najbardziej fascynujących postaci w historii komiksu.
Dla mnie był to bardzo dobry numer i nie mogę doczekać się kolejnego i pomału wchodzić w event “Absolute Power” do ,którego wszystko prowadzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz